sobota, 2 lipca 2011

Heineken Open'er Festival – dzień drugi


Piątek dla wielu był dniem prawdziwej próby. Morale uczestników Openera topiło się w zimnym deszczu i błocie.
Równo lało też na artystów, zwłaszcza tych występujących na Main Stage. Koncert Brodki musiał zostać z tego powodu przerwany a szkoda, zwłaszcza dla artystki, której występ na festiwalu był jednym z większych w dotychczasowej karierze. Skutkiem zalania instrumentów było wykonanie dodatkowej piosenki a capella, wyłącznie przy akompaniamencie tamburyna - na plus.. Niczego sobie była też kreacja Brodki.

Następnie ze sceny zmywało legendarnych Pulp. Mało znani w Polsce, zdołali mimo warunków zgromadzić stosunkowo dużo publiczności. Relacja przemoknięci ludzie vs. przemoknięty artysta generalnie ma szansę na powodzenie, a w połaczeniu z naturą Jarvisa Cockera miała zdecydowaną przewagę. To nie jest młody pan a brzmi nadal świetnie, swobodny i naćpany. Jeśli tylko oszukiwał i nie był pod wpływem, to należy mu się z tego tytułu tylko większy szacunek. Bardzo ładnie opowiadał, o swoich rodzinnych stronach, o życiu i sztuce wyboru, o dzieleniu roku na pół i balansowaniu pomiędzy czasem (nie uszła uwadze Cockera znajdująca się dokładnie w połowie roku data koncertu) Zagrali naturalny dla tego rodzaju reaktywacji (10 lat przerwy) przekrój repertuaru, nadający się na porządnego 'thebestofa'.

Dalej duża scena a na niej jedyni w tym roku przedstawiciele wytwórni Sub Pop. BOLD Magazine głęboko szanuje artystów nagrywających w ich szeregach, podziwiając zdolności właścicieli labelu w produkowaniu bezkompromisowej, wyjątkowej muzyki. Nie inaczej jest z Foals. Ich pierwszy występ w naszym kraju wypadł znakomicie, potrwał wystarczająco długo aby zadowolić każdego - tego dnia zamykali line up i mogli sobie na to pozwolić, a że zespół rozumie się doskonale ich interpretacje i improwizacje nie nużyły nawet na moment, zwłaszcza doskonały wstęp do 'Balloons'. Zdecydowanie warto było trochę dla nich zmarznąć.
Crystal Fighters podobno "krótko ale super, zagrali całą płytę, z największym dymem na początek, Solar Sun".
World Stage otwierali Abraham INC, ze swoim klezmersko - funkowym repertuarem - bardzo spójny i energetyczny występ, który zasiliła potężna część publiczności przerwanej Brodki.

Youssou N’Dour grał reggae z Afryki. 

Po nim PFK Kompany, czyli śmietanka polskiego rapu, bez 'czarodzieja' ale udanie, z Fokusem, Rahimem i innymi, dla garstki zagorzałych fanów oraz dla BOLD Magazine, który jest prawdziwym hiphopowcem.

Na koniec obowiązkowo Burn Beat Stage, tym razem z Junkie Punks i tysiącem „schnących w tańcu” przy Skrillexie i Barbarze Streisand. Basy zawsze na tak.

Trzeci dzień trwa już w najlepsze - dzisiaj muzycy kultowi, na czele z Princem i Lesem Claypolem. Aktualnie nie pada ale kalosze pozostają w gotowości. Trzymajcie się dzielnie i do jutra. :*


Tekst: Michał Kwiatkowski
Zdjęcia: Tomek Kaminski

1 komentarz:

  1. Crystal Fighters zagrali na początek Solar System, nie Solar Sun ;]

    OdpowiedzUsuń